Dzisiaj jest Friday, September 3, 2010. Imieniny Joachima, Liliany, Szymona » Złóż życzenia na Familie.pl
Zaproś na imprezę

O rodzinie wielodzietnej

2006-04-26 00:00:00

Spełnili się jako rodzice, postanowili sprawdzić się też w roli rodziców zastępczych. Joanna i Leszek Żywiec z Olsztyna mają siedmioro swoich dzieci, a zaopiekowali się jeszcze rocznym chłopcem. Już szykują miejsce trzyletnim bliÂźniakom. W domu i w sercu.

Marlena ma 23 lata i wkrótce wyprowadzi się do swojego mieszkania, o dwa lata młodszy Sebastian pracuje dorywczo, Damian w tym roku zdaje maturę, Wiola kończy gimnazjum, Mateusz jest w pierwszej klasie gimnazjum, Agnieszka uczy się w czwartej klasie szkoły podstawowej, a Łukasz w drugiej. I jeszcze pies i kot. To do niedawna cała gromadka Joanny i Leszka Żywiec. Mieszkają w ładnym, 100-metrowym mieszkaniu w Olsztynie. Pan Leszek pracuje, jego żona od niedawna jest bezrobotna. Zdecydowali się stworzyć jeszcze kilkorgu dzieciom rodzinę zastępczą. - Od małego chyba mi były dzieci przeznaczone, miałam pięciu braci i ja sama, a jeszcze sąsiadkom przy dzieciach pomagałam - opowiada pani Joanna.

- A ja zawsze chciałem mieć gromadkę dzieci, bardzo je kocham, a z Bożą pomocą można dać radę - dodaje pan Leszek.

Szukam mamy

Uśmiechnięta buzia, wesołe iskierki w oczach i olbrzymia ciekawość świata.

- To nasz Adrianek, pupilek rodziny - Joanna Żywiec uśmiecha się do malca, którego trzyma na rękach. - Miał już pierwsze szczepienie u nas. Spisał się|! A dwa tygodnie temu skończył roczek. Był pierwszy tort i mnóstwo gości!

Adrianek i Adrianek. I pomyśleć, że jest on w ich rodzinie dopiero od pięciu miesięcy! Bo chłopczyk był dzieckiem niechcianym, porzuconym przez rodziców. A w rodzinie Żywców go pokochali. Do tego stopnia, że dzieci pytają zatroskane: "Mamo, a co zrobimy, jak trzeba będzie Adrianka oddać do rodziny adopcyjnej?" Ich rodzone dzieci nie są zazdrosne o Adriana, bo widzą, że dorośli nikogo nie wyróżniają. Robią, co mogą, by wszystkie były zdrowe, by miały co jeść i warunki do życia. - Jeszcze jak pracowałam, postanowiliśmy z mężem, że zaadoptujemy dziecko - przyznaje pani Joanna. - Wzruszyły nas porozwieszane w mieście plakaty, na których zapłakane dzieci prosiły: "Szukam mamy" - wtrąca pan Leszek. - Skoro świetnie daliśmy sobie radę siedmioro dzieci wychować, to możemy jeszcze komuś pomóc.

Ale to im nie przeszkadza

Skończyli kurs dla rodziców adopcyjnych i zastępczych. Musieli jednak trochę zmodyfikować swoje plany. Specjaliści podpowiedzieli im, że pierwszeństwo w utworzeniu rodziny adopcyjnej mają małżeństwa bezdzietne, więc oni mogliby się na dziecko nie doczekać. Zdecydowali, że zostaną rodziną zastępczą.

- Trochę się tego baliśmy, bo tworząc taką rodzinę zapewniamy dziecku opiekę tylko na jakiś czas, potem trzeba się z nim rozstać, a wiadomo że nie jest to łatwe - przyznaje pani Joanna.

Wszystko przemyśleli, także to, jak przygotować do tej zmiany swoje dzieci. Starsze od razu się ucieszyły, a młodszym wytłumaczyli, że przyjadą do nich dzieci na wakacje, zamiast do domu dziecka. Że mają swoich rodziców i tylko przez jakiś czas będą u nich mieszkać. I tak, dokładnie 23 listopada, za piętnaście pierwsza do domu przyjechał Adrian. Boże, co to była za radość! Dzieci nie chciały iść do szkoły, żeby od razu się z nim przywitać, a po lekcjach biegły w te pędy prosto do domu. Chłopiec musi być pod stałą opieką kardiologa i ortopedy, jest na specjalnej diecie. Ale to wszystko jego zastępczym rodzicom zupełnie nie przeszkadza. Przecież usamodzielnili swoją najstarszą córkę, która po urodzeniu dostała zaledwie 2 punkty na 10 w skali Apgara. Wozili ją po lekarzach, rehabilitowali. W tamtych czasach! Tym bardziej teraz są przekonani, że Adrianowi mogą pomóc. Grunt to chcieć. - Wstaję o 6.30, Adrianek przeważnie jeszcze śpi, budzę dzieci do szkoły - pani Joanna przekonuje, że wcale się nie "rozrywa" uwijając przy dzieciach, bo sobie wszystko dobrze zorganizowała. - Przygotowuję śniadanie, robię młodszym dzieciom kanapki do szkoły. Adrian się budzi, dzieci wychodzą. Przychodzi 3-letnia Madzia, córka sąsiadki. Po śniadaniu bawimy się, dopóki chłopiec nie będzie chciał spać. Jak on śpi, ja robię obiad. Potem idziemy na spacerek. Pranie i sprzątanie w międzyczasie. Do babci jeździmy nad jezioro. Adrian się tam świetnie czuje, bardzo dobrze śpi.

Kubek niekapek i już!

W codziennych obowiązkach bardzo pomaga pani Joannie jej mąż. Po pracy chętnie zajmuje się dziećmi, robi zakupy, myje okna, załatwia różne sprawy.

Kiedy ostatnio gdzieś z mężem wyszli, mieli chwilę tylko dla siebie?

- Niedawno byliśmy na urodzinach u koleżanki Adriana, bo staramy się żeby miał kontakt ze swoimi rówieśnikami - podaje przykład pani Joanna. - W wolnych chwilach bardzo lubię oglądać bajki razem z dziećmi. Ja nie szukam tej chwili tylko dla siebie, bo spełniam się właśnie jako matka. Gdybym nie kochała dzieci, wszystko by mnie denerwowało: że piszczą, że herbata znowu wylana z kubeczka. Ale ja jestem właśnie od tego, by sobie wszystko zorganizować. Kupić kubek-niekapek, zająć czymś dzieci. Poukładać sobie wszystko, żeby zdążyć każde dziecko przytulić, każde wziąć na kolanko i ucałować.

Któregoś dnia Adrian będzie musiał opuścić tą kochającą go rodzinę. Co wtedy? - Na pewno nam wszystkim będzie ciężko się z nim rozstać i będą łzy, ale z drugiej strony będziemy się cieszyć, że znajdzie ludzi, którzy go pokochają i przysposobią - mówi pani Joanna. - Mam nadzieję, że nasze kontakty się nie urwą. Piszę pamiętnik Adusia, żeby przyszli opiekunowie wiedzieli, kiedy zrobił pierwszy krok, kiedy sam wypił z kubeczka. Ale w tej chwili Adrianek jest nasz. Czekamy jeszcze na 3-letnich chłopców, bliźniaków. Wiem, że mają problemy z mówieniem, ale u nas się podciągną. Organizuję im już zabawki edukacyjne. Czasem zastanawiam się, jak będę z nimi wszystkimi wychodzić na spacer. Pamiętam, że jak moje dzieci były małe, mąż dorobił mi deseczkę do wózka: Łukasz leżał w wózku, Agnieszka na deseczce, a Wiolę trzymałam za rękę. To i teraz sobie poradzimy. Najpierw sobie poćwiczymy w domu, potem na podwórku, a dopiero wtedy pójdziemy gdzieś dalej, do parku.

Joanna i Leszek Żywiec starają się teraz, by zostać zawodową rodziną zastępczą. - Człowiek tyle jest wart, ile zdąży dobrego zrobić na tym świecie - nie ma wątpliwości pan Leszek.

Agnieszka Tołoczko
|||
Tagi: